Syndrom oszusta: dlaczego kompetentni ludzie zaczynają podważać własne możliwości?



Jest taki moment w rozwoju, który potrafi nieźle namieszać w głowie. Na początku dokładnie widzisz, czego się uczysz, bo każda nowa rzecz kosztuje Cię sporo uwagi. Później robisz ją dziesiątki albo setki razy i w końcu przestajesz zauważać, że w ogóle jest umiejętnością. To, co kiedyś wymagało skupienia, dziś robisz prawie bez myślenia.
I właśnie wtedy może pojawić się bardzo dziwne wrażenie: „przecież ja niczego nadzwyczajnego nie robię”. Własne umiejętności zaczynają wyglądać zwyczajnie, bo są z Tobą codziennie. Za to wszystko, czego jeszcze nie wiesz, nadal rzuca się w oczy, bo właśnie tam musisz się zatrzymać, sprawdzić albo poprosić kogoś o pomoc.
Dlatego człowiek może być naprawdę dobry i jednocześnie wcale się tak nie czuć. Nie dlatego, że nie ma wyników, tylko dlatego, że jego poziom urósł, a rzeczy, które potrafi, przestały robić na nim jakiekolwiek wrażenie.
To jest dużo ciekawszy problem niż zwykłe „musisz bardziej w siebie wierzyć”. Bo jeśli własny rozwój staje się dla Ciebie niewidzialny, nie potrzebujesz pompować ego. Potrzebujesz znowu zobaczyć, co naprawdę potrafisz.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy człowiek, który w siebie wątpi, jest ukrytym ekspertem. Czasami naprawdę czegoś nie umiesz i trzeba to po prostu nadrobić. Problem polega na czymś innym: to, jak dobry się czujesz, nie zawsze dobrze pokazuje, jak dobry naprawdę jesteś.

Pomyśl o rzeczy, którą robisz od dawna. Nie musi być spektakularna. Może chodzić o rozmowę z klientem, wyłapanie błędu w projekcie, ustawienie treningu, napisanie reklamy, diagnozę problemu technicznego albo zwykłe zauważenie, że „tu coś się nie zgadza”.
Na początku nie miałeś tego wyczucia. Musiałeś pamiętać o kolejnych krokach, sprawdzać więcej rzeczy i dużo częściej zatrzymywać się po drodze. Z czasem część tych czynności stała się szybsza i bardziej automatyczna, bo praktyka właśnie tak zmienia wykonywanie dobrze znanych zadań.
I tu zaczyna się ciekawy numer. Skoro nie musisz już świadomie przechodzić przez wszystkie małe kroki, zaczynasz zapominać, że one w ogóle istnieją. Widzisz końcowy ruch, ale coraz słabiej pamiętasz, ile wiedzy trzeba było zbudować, żeby ten ruch stał się prosty.
Psychologowie od lat widzą podobny efekt w badaniach nad tak zwaną „klątwą wiedzy”. Kiedy coś dobrze znamy, trudniej jest nam spojrzeć na to oczami człowieka, który jeszcze tego nie wie. W jednym klasycznym badaniu eksperci byli gorsi od osób średnio zaawansowanych w ocenianiu, ile czasu początkującym zajmie wykonanie zadania, bo mocno zaniżali jego trudność.
To jest ważne również dla własnej oceny. Jeżeli po latach patrzysz na coś i myślisz „przecież to banalne”, warto dodać jedno słowo: dla mnie.
Bo „banalne dla mnie” może oznaczać, że naprawdę jest to łatwe. Ale równie dobrze może oznaczać, że zrobiłeś tę rzecz tyle razy, że przestałeś widzieć pracę, którą wykonuje Twoja głowa.
Właśnie dlatego ktoś początkujący może być pod wrażeniem rzeczy, której Ty nawet nie zauważasz. Dla niego zobaczenie problemu w minutę jest czymś trudnym, a dla Ciebie zwykłym wtorkiem. I jeśli oceniasz swoją wartość tylko po tym, ile wysiłku czujesz podczas wykonywania zadania, łatwo dojść do bardzo dziwnego wniosku: skoro było łatwo, to widocznie nie było w tym żadnej umiejętności.
To jest jeden z powodów, dla których cudza kompetencja często wygląda imponująco, a własna zwyczajnie. Cudzą widzisz jako efekt. Własną przeżywasz codziennie, więc po pewnym czasie przestaje Cię zaskakiwać.
Jest jeszcze jedna rzecz, która komplikuje sprawę. Część wiedzy zdobywanej przez doświadczenie nie siedzi w głowie jako ładna lista zasad. Po prostu po jakimś czasie szybciej zauważasz wzorce, lepiej wyczuwasz ryzyko i wiesz, gdzie najpierw zajrzeć, kiedy coś idzie nie tak.
W badaniach nad uczeniem się w pracy nazywa się to między innymi wiedzą ukrytą. Ludzie potrafią poprawiać swoje wyniki wraz z doświadczeniem, choć nie zawsze umieją dokładnie opisać, co takiego zaczęli robić inaczej.
To bardzo łatwo pomylić z „przeczuciem” albo zwykłym szczęściem. Widzisz problem i od razu czujesz, że jedna opcja pachnie źle, ale gdy ktoś zapyta „skąd wiedziałeś?”, potrzebujesz chwili, żeby to rozłożyć na części.
Nie ma w tym nic magicznego. Po prostu Twoja głowa ma za sobą więcej podobnych sytuacji i szybciej rozpoznaje układ, który początkującemu jeszcze niczego nie mówi.
Dlatego własna umiejętność nie zawsze wygląda jak wielka biblioteka faktów, które potrafisz wyrecytować z pamięci. Czasem wygląda jak dobre pytanie zadane pięć minut wcześniej, zauważony szczegół albo decyzja, która dla Ciebie wydawała się oczywista, a dla kogoś z mniejszym doświadczeniem wcale taka nie była.
I właśnie takie rzeczy bardzo łatwo wykreślić z własnego bilansu. Nie czujesz, że „użyłeś eksperckiej wiedzy”. Po prostu zrobiłeś to, co wydawało Ci się sensowne.

Na początku łatwo zakochać się w prostych zasadach. Uczysz się, że „robi się X” i przez chwilę masz poczucie, że temat został załatwiony. Dopiero z czasem zaczynasz zauważać, że X działa świetnie w jednej sytuacji, średnio w drugiej, a w trzeciej może być fatalnym pomysłem.
Dlatego doświadczenie często nie daje prostszych odpowiedzi. Daje lepsze pytania.
Z zewnątrz może to wyglądać dziwnie. Ktoś z małą wiedzą potrafi powiedzieć bardzo pewnie: „to trzeba zrobić tak”. Człowiek z większym doświadczeniem odpowiada: „poczekaj, najpierw muszę wiedzieć trzy rzeczy”.
Który z nich brzmi pewniej? Pierwszy. Tylko z samego tonu głosu nie da się jeszcze powiedzieć, kto naprawdę lepiej rozumie problem.
Badanie ekspertów z trzech dziedzin pokazało, że osoby z prawdziwą wiedzą ogólnie osiągały lepsze wyniki i w wielu miarach lepiej oceniały to, co wiedzą. Nie były jednak nieomylne i nadal zdarzało im się źle oceniać własne braki.
Innymi słowy, duża wiedza pomaga, ale nie daje magicznego poczucia: „od teraz zawsze wiem, że wiem”.
Nie oceniaj swojej wiedzy po tym, jak szybko potrafisz powiedzieć „wiem”. Dużo ważniejsze jest to, czy podejmujesz dobre decyzje i czy wiesz, kiedy warto coś jeszcze sprawdzić.
To ważne przy syndromie oszusta, bo łatwo uznać własne „muszę to sprawdzić” za dowód słabości. Tymczasem czasami sprawdzasz właśnie dlatego, że wiesz już, ile rzeczy może pójść nie tak.
Tutaj syndrom oszusta robi się szczególnie podstępny, bo człowiek bardzo łatwo używa własnego napięcia jako miernika poziomu. Jeżeli przed trudnym zadaniem czujesz niepewność, w głowie szybko pojawia się: „widocznie nie jestem jeszcze gotowy”.
Tyle że to nie jest ten sam pomiar.
W jednym eksperymencie ludzie wykonywali zadania liczbowe i słowne, a badacze sprawdzali również nasilenie poczucia oszusta. Wynik był ciekawy: samo poczucie oszusta praktycznie nie miało związku z faktycznym wynikiem w tych zadaniach. Różnica pojawiała się bardziej w tym, jak uczestnicy tłumaczyli sobie później pozytywną informację o swoim wykonaniu.
Nie znaczy to oczywiście, że każdy niepewny człowiek jest świetny. Znaczy coś znacznie prostszego: uczucie „chyba nie jestem wystarczająco dobry” nie jest testem umiejętności.
Jeżeli chcesz wiedzieć, jaki masz poziom, musisz spojrzeć na coś bardziej konkretnego. Co potrafisz zrobić? Jak regularnie Ci to wychodzi? Z jakimi problemami radzisz sobie dzisiaj szybciej niż kiedyś? Gdzie naprawdę potrzebujesz pomocy?
To są pytania, które dają odpowiedź. Samo „czuję się jak oszust” mówi przede wszystkim o tym, jak się czujesz.

Jeżeli miałbym zrobić jedną rzecz po przeczytaniu tego artykułu, nie byłoby nią zapisywanie sukcesów ani powtarzanie sobie, że jesteś dobry. Zacząłbym od dużo prostszego ćwiczenia: sprawdziłbym, co dzisiaj robię bez większego problemu, choć kilka lat temu nie potrafiłem tego zrobić albo kosztowało mnie to dużo więcej czasu.
Nie szukaj wielkich osiągnięć. One są łatwe do zauważenia. Szukaj małych rzeczy, które zniknęły z radaru właśnie dlatego, że stały się zwyczajne.
Być może dziś szybciej widzisz, że jakiś pomysł nie ma sensu. Potrafisz przewidzieć problem wcześniej. Umiesz poprowadzić rozmowę, której kiedyś unikałeś. Wiesz, gdzie szukać odpowiedzi, zamiast przeglądać pół internetu. To właśnie w takich drobnych zmianach najczęściej siedzi realna umiejętność.
Możesz zrobić jeszcze jeden prosty test. Wyobraź sobie człowieka, który pierwszy dzień robi to, czym Ty zajmujesz się od kilku lat, i spróbuj wypisać rzeczy, które musiałbyś mu wytłumaczyć, żeby nie popełnił podstawowych błędów.
Bardzo często dopiero wtedy wychodzi, że Twoje „przecież to oczywiste” składa się z kilkunastu rzeczy, o których początkujący nawet nie wie, że powinien pomyśleć.
To jest dobry sposób na zobaczenie umiejętności, które się schowały. Nie dlatego, że masz się nimi zachwycać, tylko dlatego, że trudno uczciwie oceniać własny poziom, jeżeli połowę tego, co potrafisz, z góry wpisujesz do kategorii: „to się nie liczy”.
Drugim dobrym testem jest porównanie problemów, a nie samopoczucia. Jak poradziłbyś sobie dzisiaj z zadaniem, które trzy lata temu było dla Ciebie trudne? Gdybyś dostał dokładnie tę samą sytuację, czy nadal potrzebowałbyś tyle samo czasu, pomocy i prób?
I na końcu zostaje konkretna informacja od innych. Nie pytaj kogoś „czy jestem dobry?”, bo z taką odpowiedzią trudno cokolwiek zrobić. Znacznie lepiej zapytać: „co robię już na dobrym poziomie, a gdzie naprawdę widzisz u mnie brak?” Wtedy nie zbierasz pocieszenia, tylko dane.
Warto też spojrzeć na powtarzalność. Jeden dobry wynik może być szczęściem. Jeżeli jednak od miesięcy albo lat regularnie rozwiązujesz podobne problemy, ludzie wracają do Ciebie z tym samym typem spraw, a rezultat potrafisz powtórzyć, coraz trudniej uczciwie twierdzić, że nie ma tam żadnej umiejętności.
Właśnie na tym polega różnica między budowaniem ego a budowaniem dobrej oceny siebie. W pierwszym przypadku próbujesz poczuć się lepiej. W drugim chcesz wiedzieć, gdzie naprawdę jesteś.
Umiejętność nie przychodzi z lampką kontrolną, która któregoś dnia zapala się na zielono i mówi: „gotowe, od teraz jesteś naprawdę dobry”. Duża część rozwoju wygląda dużo mniej efektownie. Coś, co kiedyś było trudne, staje się łatwiejsze, później zwyczajne, a na końcu przestajesz pamiętać, że w ogóle wymagało nauki.
I właśnie dlatego własny poziom potrafi być tak trudny do zauważenia. Patrzysz na to, czego jeszcze nie wiesz, bo tam nadal czujesz wysiłek. Tymczasem rzeczy, które już potrafisz, działają w tle i coraz rzadziej zwracają Twoją uwagę.
Nie chodzi więc o to, żeby wmówić sobie, że jesteś świetny. Jeżeli naprawdę masz braki, warto je zobaczyć i uzupełnić. Dużo bardziej chodzi o to, żeby nie robić odwrotnego błędu i nie kasować całej swojej wiedzy tylko dlatego, że przestała robić na Tobie wrażenie.
Możesz więc spokojnie powiedzieć: „to umiem naprawdę dobrze”, bez potrzeby robienia z siebie geniusza, a chwilę później równie spokojnie: „tego jeszcze nie wiem”.
Pierwsza część nie pozwala Ci wymazać własnego rozwoju. Druga nie pozwala Ci zacząć wierzyć, że już wszystko wiesz. I dokładnie pomiędzy nimi jest miejsce, w którym możesz jednocześnie być naprawdę dobry i nadal się rozwijać.